Manifest queerowego narodu

David Wojnarowicz

Tekst manifestu rozdawanego przez protestujących razem z ACT UP podczas nowojorskiej parady Pride, 1990.

Armia kochanków nie może przegrać

W byciu queer nie chodzi o prawo do prywatności; chodzi o wolność do bycia publicznym, bycia po prostu sobą. Oznacza to codzienną walkę z opresją; homofobią, rasizmem, mizoginią, zepsuciem religijnych hipokrytów i naszej nienawiści do siebie samych. (Uważnie nauczono nas samonienawiści.)

Bycie queer oznacza prowadzenie innego rodzaju życia. Nie chodzi w nim o mainstream, marginesy zysku, patriotyzm, patriarchat albo zasymilowanie się. Nie chodzi o dyrektorów, przywileje i elityzm. Chodzi o bycie na marginesach, definiowanie siebie samych; chodzi o jebanie płci i o sekrety, o to, co jest poniżej pasa i głęboko w sercu; chodzi o noc. Bycie queer jest „oddolne”, bo wiemy, że każde z nas, każde ciało, każda cipa, każde serce i dupa i kutas jest światem przyjemności wyczekującym odkrycia. Każde z nas jest światem nieskończonych możliwości.

Jesteśmy armią, bo musimy nią być. Jesteśmy armią, bo jesteśmy tak potężni. (Mamy tyle do obronienia; jesteśmy najdroższym z zagrożonych gatunków.) Jesteśmy też armią kochanków, bo to my wiemy, czym jest miłość. Namiętność i żądza też. Wynaleźliśmy je. Wychodzimy z szafy, mierzymy się z pogardą społeczeństwa, z plutonami egzekucyjnymi, tylko po to, żeby kochać siebie nawzajem! Za każdym razem, kiedy się ruchamy, wygrywamy.

Musimy walczyć o siebie samych (nikt inny tego nie zrobi) i jeśli przy tym przyniesiemy więcej wolności reszcie świata, to świetnie. (Daliśmy światu tak wiele: demokrację, wszystkie sztuki, pojęcia miłości, filozofii i duszy, żeby wspomnieć tylko kilka z darów naszych Starożytnych Greckich Lesb i Pedałów). Sprawmy, aby każda przestrzeń była przestrzenią Lesbijską i Gejowską. Każda ulica częścią naszej seksualnej geografii. Miastem pragnienia i zupełnego spełnienia. Miastem i krajem, w którym możemy być bezpiecznx i wolnx i ponad to. Spójrzmy na nasze życia i zobaczmy, co jest w nich najlepsze, co jest queerowe, a co jest hetero – i dajmy tym skorupom hetero odpaść! Pamiętajcie, że jest tak strasznie mało czasu. A ja chcę być kochankiem każdego i każdej z was. Za rok pójdziemy nago.

[Bez tytułu]

Od zarania dziejów świat inspirował się pracą queerowych artystów. W zamian za to dostaliśmy cierpienie, dostaliśmy ból, dostaliśmy przemoc. W biegu historii, społeczeństwo poszło na kompromis ze swoimi queerowymi obywatelami: muszą oddać się karierom artystycznym, jeśli zrobią to dyskretnie. Poprzez sztukę, obywatele queer stają się produktywni, lukratywni, dostarczają rozrywki, a nawet podnoszą na duchu. Są to wyraźne i przydatne produkty uboczne czegoś, co w innym kontekście uważa się za zachowania antyspołeczne. W kulturalnych kręgach, queery mogą po cichu współżyć z zazwyczaj nieakceptującą elitą władzy.

Na czele ostatnich kampanii atakowania queerowych artystów stoi Jesse Helms, sędzia wszystkiego, co poprawne, moralne, chrześcijańskie i amerykańskie [przyp. red. Jesse Helms był prawicowym politykiem i religijnym fundamentalistą, porównywalnym do sporej ekipy naszych rodzimych obrońców moralności]. Dla Helmsa, sztuka queerowa jest zwyczajnie zagrożeniem dla świata. W jego wyobrażeniu, kultura heteroseksualna jest zbyt delikatna, by znieść dopuszczenie do zróżnicowania ludzi albo seksualności. Najprościej mówiąc, struktura władzy w świecie Judeochrześcijańskim obrała sobie prokreację jako punkt wyjścia. Rodziny z dziećmi gwarantują konsumentów produktów narodu i pracowników, którzy je wyprodukują, a także wbudowany system rodzinny, który ma dbać o swoich chorych, co obcina koszty publicznej służby zdrowia. Każde zachowanie nieprowadzące do prokreacji uważa się za zagrożenie, od homoseksualizmu przez antykoncepcję po aborcję z wyboru. Nie wystarczy, według prawa religijnego, ciągłe reklamowanie prokreacji i heteroseksualizmu… należy też zniszczyć jakiekolwiek alternatywy. To nie o sztukę chodzi Helmsowi… Ale o nasze życia! Sztuka jest ostatnim bezpiecznym miejscem spełnienia dla lesbijek i gejów. Helms to wie, i opracował program wyklęcia queerów z jedynej przestrzeni życia publicznego, w której pozwolono im się udzielać.

[Bez tytułu]

Nienawidzę jebanego papieża i nienawidzę całego jebanego Kościoła Katolickiego. Tak samo z Wojskiem, a szczególnie Funkcjonariuszami Organów Ścigania – policją – rządowo wspieranymi sadystami, którzy atakują trans dziewczyny z ulic, prostytutki i queerowych więźniów. Nienawidzę też zakładów medycyny i zdrowia psychicznego, szczególnie psychiatry, który przekonał mnie, żebym nie uprawiał seksu z mężczyznami przez trzy lata, aż będziemy mogli (to znaczy, on będzie mógł) zrobić ze mnie biseksualistę zamiast geja. Nienawidzę też zawodu nauczycielskiego, za wkład w doprowadzaniu tysięcy queerowych nastolatków do samobójstw co roku. Nienawidzę „szanującego się” świata sztuki; i przemysłu rozrywki, i mainstreamowych mediów. W gruncie rzeczy, nienawidzę każdego sektora instytucji hetero w tym kraju – spośród których najgorsi aktywnie życzą sobie śmierci wszystkich queerów, a najlepsi nigdy nie narażą swoich karków, żeby utrzymać nas przy życiu.

Nienawidzę ludzi hetero, którzy myślą, że mają coś inteligentnego do powiedzenia o wychodzeniu z szafy. Nienawidzę ludzi hetero, którzy myślą, że ich historie o samych sobie są „uniwersalne”, ale historie o nas dotyczą tylko homoseksualizmu. Nienawidzę hetero muzyków, którzy budują swoje kariery na osiągnięciach osób queer, atakują nas, po czym udają zranionych, kiedy się zezłościmy, i zaprzeczają, że zrobili cokolwiek złego, zamiast przeprosić. Nienawidzę ludzi hetero, którzy mówią, „Nie rozumiem czemu odczuwasz potrzebę noszenia tych przypinek i t-shirtów. Ja nie obnoszę się całemu światu z byciem hetero”.

Nienawidzę tego, że w ciągu dwunastu lat edukacji publicznej nie nauczono mnie niczego o osobach queer. Nienawidzę tego, że wychowałem się myśląc, że jestem jedynym queerem na świecie, i nienawidzę jeszcze bardziej, że większość queerowych dzieciaków nadal musi w ten sposób dorastać. Nienawidzę tego, że inne dzieci prześladowały mnie za bycie pedałem, ale jeszcze bardziej, że nauczono mnie wstydzić się bycia przedmiotem ich okrucieństwa, nauczono mnie, że to moja wina. Nienawidzę tego, że tylu ludzi hetero tak bardzo obchodzi moje pieprzone życie erotyczne. Nienawidzę tego, że tylu porąbanych ludzi hetero zostanie rodzicami, podczas gdy ja muszę walczyć o samo zezwolenie mi na bycie ojcem. Nienawidzę hetero.

Gdzie jesteście, siostry?

Niewidzialność jest naszą odpowiedzialnością

Wszędzie noszę mój różowy trójkąt. Nie obniżam głosu publicznie, kiedy mówię o lesbijskiej miłości czy seksie. Mówię wszystkim, że jestem lesbijką. Nie czekam, aż ktoś zapyta mnie o mojego „chłopaka”. Nie mówię, że to „niczyj interes”.

Nie robię tego dla ludzi hetero. Większość z nich nawet nie wie, co ten mój różowy trójkąt oznacza. Większość z nich zupełnie nie obchodzi, czy ja i moja dziewczyna jesteśmy w sobie zakochane, czy że kłócimy się na ulicy. Większość z nich nie zauważa nas, nieważne co robimy. Robię to, co robię, żeby dotrzeć do innych lesbijek. Robię to, bo nie chcę, żeby inne lesbijki zakładały, że jestem dziewczyną hetero. Jestem wyoutowana cały czas, wszędzie, bo chcę do ciebie dotrzeć. Może mnie dostrzeżesz, może zaczniemy rozmawiać, może się zaprzyjaźnimy. Może nie powiemy ani słowa, ale nasze spojrzenia się spotkają i wyobrażę sobie ciebie nagą, spoconą, z otwartymi ustami i wygiętą w łuk, kiedy cię jebię. I będziemy szczęśliwe, że nie jesteśmy jedynymi na świecie. Będziemy szczęśliwe, bo znalazłyśmy siebie nawzajem, bez słowa, nawet tylko na moment.

Ale nie.

Nie nosisz różowego trójkąta na klapie marynarki. Nie spotykasz mojego spojrzenia, kiedy flirtuję z tobą na ulicy. Unikasz mnie w pracy, bo jestem „zbyt” wyoutowana. Karcisz mnie w barach, bo jestem „zbyt polityczna”. Ignorujesz mnie w miejscach publicznych, bo ściągam „za dużo” uwagi na „moją” lesbijskość. Ale później chcesz, żebym była twoją kochanką, twoją przyjaciółką, chcesz, żebym cię kochała, wspierała, walczyła o „nasze” prawo do istnienia.

Obudźcie się, siostry, powstańcie!

Twoje życie jest w twoich rękach.

Kiedy ryzykuję wszystko, by być wyoutowana, robię to dla nas obojga. Kiedy ryzykuję wszystko, i to zadziała (co często się zdarza, jeśli spróbujesz), ja zyskuję na tym tak samo, jak ty. Kiedy nie działa, ja cierpię, a ty nie.

Ale dziewczyno, nie możesz czekać, aż inne lesby sprawią, że świat będzie dla ciebie bezpieczny. Przestań czekać na lepszą, bardziej lesbijską przyszłość! Rewolucja mogłaby być tu i teraz, gdybyśmy ją zaczęły.

Gdzie jesteście, siostry? Próbuję was znaleźć, próbuję was znaleźć. Dlaczego widzę was tylko na Marszu Równości?

Jesteśmy wyoutowane. A wy, kurwa, gdzie?

[Bez tytułu]

Świat hetero tak dobrze przekonał nas, że jesteśmy bezsilnymi ofiarami, które zasługują na przemoc przeciwko nam, że osoby queer są unieruchomione w obliczu niebezpieczeństwa. Wścieknij się! Nie możemy tolerować tych ataków. Zrób coś. Dostrzeż, że każdy akt agresji wymierzony przeciwko komukolwiek z naszej społeczności jest atakiem przeciwko każdemu z nas. Im bardziej pozwalamy homofobom wnosić przemoc, terror i strach w nasze życia, tym częściej i ostrzej będziemy przedmiotem ich nienawiści. Twoje ciało nie może być otwartym celem dla przemocy. Twoje ciało jest warte obrony. Masz prawo je bronić. Nieważne, co ci mówią, twoja queerowość musi być chroniona i szanowana. Naucz się lepiej, że twoje życie jest bezgranicznie wartościowe, bo jeśli samx w to nie uwierzysz, może być ci łatwo odebrane. Jeśli wiesz, jak delikatnie i efektywnie unieruchomić kogoś, kto cię atakuje, to jak najbardziej, proszę bardzo. Jeśli brakuje ci tych umiejętności, to rozważ wykucie mu oczu, wyjebanie mu nosa w tył głowy, poderżnięcie gardła zbitą butelką – zrób cokolwiek możesz, cokolwiek musisz, by uratować swoje życie!

Stop policji seksu

Mówienie, że coming out nie jest częścią rewolucji mija się z sednem sprawy. Pozytywne obrazy seksu i to, co sobą prezentują, ratują życia, bo afirmują je i umożliwiają próbę życia w samomiłości zamiast samonienawiści. Tak jak słynny slogan „Czarność jest piękna” zmienił wiele żyć, tak samo „Czytaj z moich ust” afirmuje bycie queer w obliczu nienawiści i niewidzialności, co widać w ostatnich rządowych statystykach samobójstw, które szacują, że co najmniej 1/3 wszystkich samobójstw nastolatków to dzieci queer.

Jako osoby queer, jesteśmy najbardziej nienawidzeni za naszą seksualność, to znaczy, za nasz kontakt fizyczny z tą samą płcią. Nasza seksualność i jej wyraz są tym, co najbardziej naraża nas na przemoc fizyczną. Nasze zróżnicowanie, nasza inność, nasza wyjątkowość może albo nas paraliżować, albo upolityczniać. Mam nadzieję, że większość z nas nie pozwoli jej na zabicie nas.

Nienawidzę hetero

Mam znajomych. Niektórzy z nich są hetero.

Z roku na rok widuję moich hetero znajomych. Chcę się z nimi zobaczyć, zapytać co u nich, dodać coś nowego do naszych długich i pogmatwanych historii, doznać jakiejś ciągłości.

Z roku na rok zdaję sobie sprawę, że fakty z mojego życia są dla nich nieważne i że słuchają mnie tylko na wpół, że jestem tylko dodatkiem do wydarzeń z wielkiego świata, świata władzy i przywileju i prawa, świata wykluczenia.

„To nieprawda”, powiedzą moi znajomi hetero. Jest jedna pewność w polityce władzy: ci z niej wykluczeni będą błagać o udział, a ci wewnątrz będą twierdzić, że tamci są już włączeni. Mężczyźni robią to kobietom, biali robią to czarnym, i wszyscy robią to queerom.

Główna linia podziału, tak samo świadoma jak i nieświadoma, to prokreacja… i to magiczne słowo – Rodzina. Często ci, którym się rodzimy, porzucają nas, gdy dowiedzą się o tym, kim naprawdę jesteśmy, a żeby jeszcze pogorszyć sprawę, uniemożliwia nam się założenie naszej własnej rodziny. Jesteśmy karani, obrażani, odcinani, i traktowani jak buntownicy w wychowywaniu dzieci, przeklęci tak samo jeśli spróbujemy, i jeśli się powstrzymamy. To tak jakby podtrzymywanie gatunku było tak wrażliwą dyrektywą, że bez wymuszania jej jak protokołu, rodzaj ludzki stopiłby się z powrotem w prazupę.

Nienawidzę tego, że muszę przekonywać osoby hetero, że lesbijki i geje żyją w strefie wojny, że jesteśmy otoczeni wybuchami bomb, które tylko my zdajemy się słyszeć, że nasze ciała i dusze piętrzą się wysoko, martwe ze strachu lub pobite czy zgwałcone, umierające z żałoby czy choroby, odarte z człowieczeństwa.

Nienawidzę ludzi hetero, którzy nie potrafią słuchać gniewu osób queer bez wtrącenia „hej, nie wszyscy ludzie hetero tacy są. Ja też jestem hetero, wiesz”, tak jakby ich ego nie miało dość głaskania czy ochrony w tym aroganckim, heteroseksistowskim świecie. Dlaczego to my mamy dbać o nich, pośród naszego własnego gniewu wzbudzonego przez ich pojebane społeczeństwo?! Po co uspokajać, „ależ oczywiście, nie chodziło mi o ciebie. Ty się tak nie zachowujesz”. Niech sami sobie rozpracują, czy zasługują na włączenie w nasz gniew, czy nie.

Ale to oczywiście wymagałoby wysłuchania naszego gniewu, czego prawie nigdy nie robią. Bronią się przed tym, mówiąc „Ja takx nie jestem”, albo „no i zobacz kto tu teraz generalizuje”, albo “Z miodem złapiesz więcej much…” albo „Skupiając się na samych negatywach tylko oddajesz więcej przewagi”, albo „Nie wy jedni cierpicie na świecie”. Mówią, „Nie krzycz na mnie, jestem po twojej stronie” albo „Moim zdaniem przesadzasz” albo „Rany, ale jesteś zgorzkniały”.

Pozwól sobie na gniew

Nauczyli nas, że dobre queery się nie złoszczą. Nauczyli nas tego tak dobrze, że chowamy swój gniew nie tylko przed nimi, ale też przed sobą nawzajem. Chowamy go nawet przed samymi sobą. Chowamy go używkami i samobójstwami i przepracowywaniem się, żeby udowodnić swoją wartość. Biją nas i kaleczą z ciągle rosnącą częstotliwością, i nadal wariują, kiedy wściekłe queery noszą znaki z napisem „Oddaj im”. W ciągu ostatniej dekady, pozwolili nam umierać masowo. Pozwól sobie na gniew. Pozwól sobie złościć się, że ceną widoczności jest ciągłe zagrożenie przemocy, anty-queerowej przemocy, do której przykłada się praktycznie każda część społeczeństwa. Pozwól sobie gniewać się, że nie ma miejsca w tym kraju, gdzie jesteśmy bezpiecznx, żadnego miejsca, gdzie nie jesteśmy celem nienawiści i ataków, albo samonienawiści i samobójstw – w szafie.

Następnym razem, kiedy osoba hetero będzie mieć problem z twoim gniewem, powiedz jej, że dopóki sprawy się nie zmienią, nie potrzebujesz więcej dowodów na to, że świat kręci się twoim kosztem. Nie potrzebujesz widzieć więcej samych par hetero na zakupach w telewizji… Nie chcesz żeby ktokolwiek ci wciskał więcej zdjęć bobasów, dopóki nie możesz ich mieć samx. Koniec z weselami, chrzcinami, rocznicami, błagam, dopóki nie świętują ich nasze siostry i bracia. I powiedz im, że nie mogą cię zbyć, mówiąc „Masz swoje prawa”, „Masz przywileje”. „Przesadzasz” albo „To mentalność ofiary”. Powiedz im „Odejdź ode mnie, dopóki ty się nie zmienisz”. Odejdź i spróbuj zmierzyć się ze światem bez dzielnych, silnych queerów, którzy są jego oparciem, jego organizmem i umysłem i duszą. Powiedz im, żeby poszli sobie, dopóki nie spędzą miesiąca idąc ręka w rękę w miejscu publicznym z kimś tej samej płci. Jak już to przetrwają, wtedy usłyszysz, co mają do powiedzenia o gniewie queeru. A jak nie, to powiedz im, żeby się zamknęli i posłuchali.

Tekst zaadaptowany z oryginału autorstwa Davida Wojnarowicza. Tłumaczenie: Tosia Leniarska.