Jak „dobre intencje” tłumią różnorodność i inkluzywność

Annalee Flower Horne

Wiele kodeksów postępowania, wytycznych dla społeczności i deklaracji dotyczących wartości propagowanych przez firmy zachęca ludzi do „zakładania dobrych intencji” w przypadku konfliktu z innymi jej członkami. Takie pozytywne oświadczenia zdają się przyjemniejsze i bardziej przyjazne niż listy zachowań zakazanych. W rzeczywistości jednak proszenie ludzi o „zakładanie dobrych intencji” podważa kodeks postępowania i sprawia, że osoby marginalizowane czują się mniej mile widziane i mniej bezpieczne w danej społeczności.

Pozytywna zasada to wciąż zasada – i wciąż zakazuje zachowań z nią sprzecznych. Należy głęboko zastanowić się, jakich zachowań tego rodzaju pozytywne oczekiwania naprawdę zabraniają i na kogo te zakazy wpłyną. “Zakładaj dobre intencje” to polecenie szczególnie zgubne i osłabiające regulaminy, gdyż po odwróceniu brzmi: wbrew zasadom jest niezakładanie czyichś dobrych zamiarów.

Pozornie nie jest to zła idea. W końcu czy dostrzeganie tego, co najlepsze w ludziach nie jest dobrym sposobem na życie w ogóle? Czy może być coś złego we wzajemnym zachęcaniu się do tego? 

Przykazanie “założenia dobrych zamiarów” to sygnał, że w przypadku zwrócenia się do przełożonych z obawami, ci umniejszą uczuciom, skontrolują reakcje, zakwestionują doświadczenia.  To dawanie grupom marginalizowanym poczucia, iż kodeksy postępowania to nie narzędzie do naświetlania systemowej dyskryminacji, ale środek radzenia sobie z osobistymi konfliktami bez uwzględniania różnic w relacjach władzy. Przykazanie “założenia dobrych zamiarów” to informacja, na czyich uczuciach przełożeni skupią się, gdy w społeczności zaistnieją problemy.

Kodeksy postępowania wskazujące nierówności systemowe

Kodeksy postępowania stały się standardem w przestrzeniach subkultury geeków, ponieważ ludzie zdobyli większą świadomość tego, co sprawia, że są to przestrzenie często niebezpieczne i nieprzyjazne ludziom koloru wszelkich płci, kobiet wszelkich ras i innych marginalizowanych grup. Kodeksy te są bowiem narzędziem do tworzenia bezpieczniejszych, bardziej otwartych i inkluzywnych przestrzeni. To ich cel, i należy o nim pamiętać.

Przewodzenie innym w duchu pozytywnego nastawienia i przyjaznej atmosfery kusi, ale dyskryminacja nie kończy się przez powiedzenie ludziom: “bądźcie mili”. Nawet osoba bez złych intencji może wyrządzić szkody przez swoją ignorancję lub beztroskę. Klasyczny przykład to nadepnięcie na czyjąś stopę: to, czy był to przypadek, czy nie, nie zmienia faktu, że zdeptana stopa boli.

Siła tego przykładu tkwi w usunięciu przywileju i systemowej dyskryminacji z równania, co znacznie ułatwia zrozumienie problemu ludziom, którzy nie pojmują idei władzy instytucjonalnej. Niestety – wyjaśnienie wpływu rasizmu, seksizmu i innych form systemowej dyskryminacji bez traktowania ich jako systemu jest niemożliwe.

Opis nadepnięcia na czyjąś stopę jako metafory na mikroagresję wprawia w zakłopotanie. Okej, jasne, jeśli nadepniesz komuś na stopę – odsuwasz się i przepraszasz. Ale skoro to był przypadek, to – nawet jeśli zabolało – nie ma usprawiedliwienia dla wyzwisk lub przepychanek, prawda? Czy uprzejmość nie powinna działać w obie strony? Czy nie powinno się założyć dobrych intencji i grzecznie poprosić depczącą osobę, aby się przesunęła?

Dlatego nie poproszę cię, abyś postawiłx się na miejscu kogoś, kto nieumyślnie nadepnął komuś na stopę. Zamiast tego proszę cię, abyś wyobraziłx sobie, że to twoja stopa została zdeptana.

Ale nie tylko raz.

Twoja stopa jest deptana każdego dnia.

Kilka osób zrobiło to celowo, ale zwykle deptano cię przez przypadek. Ci, którym zdarzyło się cię zdeptać nie żywią wobec ciebie nienawiści. Większość nawet cię nie zna. Niektórzy spośród depczących to twoi przyjaciele. Niektórzy szczerze cię kochają.

A jednak każdego dnia ktoś po tobie depcze. Może to przez rasę, może płeć, a może dlatego, że jesteś osobą z niepełnosprawnością. Może dlatego, że jesteś grubx lub biednx. Może wszystkie z powyższych. Tak czy siak – ludzie bez przerwy po tobie depczą.

Uczysz się wycofywać. Aby dać przestrzeń tym, którzy mogą cię skrzywdzić. Aby przepuścić ich w tłumie, żeby w ciebie nie wchodzili, wpadając wprost na nowe buty. Ciągle słyszysz, że masz uważać, gdzie stawiasz kroki. 

Jak myślisz, jak długo zdołałxbyś to znosić, zanim zaczniesz się zastanawiać, dlaczego to tobie mówi się, byś uważałx na każdym kroku, zamiast zwrócić uwagę tym, którzy stale cię tratują? Kiedy przestałoby cię obchodzić, czy depczą przypadkowo, czy nie?  Bo skoro twoje starania nie dają rezultatów, staje się oczywiste, że to nie może być przypadek – inaczej przestałoby się to powtarzać.

W takim kontekście zalecenie, abyś “zakładałx dobre zamiary” brzmi właściwie jak mówienie ci, że masz się zamknąć. Że twoje odczucia bycia bez przerwy deptanym nie mają żadnego znaczenia. Że bez względu na to, jak bardzo boli, ile pieniędzy straciłxś na wymianę zdeptanych butów, ile razy utykałxś na złamanych palcach, nie jesteś zwolnionx z obowiązku martwienia się o uczucia ludzi, którzy cię krzywdzą – bo to przecież było niechcący. Jak gdyby to robiło jakąkolwiek różnicę.

Przewodząc społeczności, nie chcesz budować przestrzeni, w których ludzie pozostają niewzruszeni wobec bycia deptanym przez drugą osobę po raz tysięczny. Chcesz tworzyć przestrzenie na fundamencie zaufania, że nie zostanie się zdeptanym wcale. Aby to zrobić, należy wziąć pod uwagę cały system zachowań, które sprawiają, że osoby marginalizowane czują się niemile widziane, zamiast traktować każdy przypadek takiego zachowania jako osobisty konflikt, jaki zaistniał w oderwaniu od tego kontekstu.

Nie oznacza to, że intencje nie mają żadnego znaczenia. Jeśli wiesz, że ktoś celowo naruszył kodeks postępowania – zdecydowanie warto wziąć to pod uwagę przy podejmowaniu decyzji co do reakcji. Osobie, która intencjonalnie użyła rasistowskiej obelgi nie tłumaczy się tego i owego w rozmowie w cztery oczy. Pokazuje się jej drzwi. 

Nawet, gdy problem nie wyniknął z czyjejś złośliwości, a z lekkomyślności – szkoda została wyrządzona i należy potraktować ją poważnie – koncentrując się na uczuciach ofiary, zamiast prosić ją o skupienie się na uczuciach osoby, przez którą została skrzywdzona. Trzeba być stale wyczulonym na fakt, że pojedyncze incydenty są częścią większego mechanizmu szkodliwych zachowań, jakich doświadczają ofiary, i podejmować kroki ku wyeliminowaniu ich występowania w danej społeczności.

Sztuczna równoważność traktowania nękania jako konfliktu interpersonalnego

Świadomość systemowych nierówności jest niezbędna przy rozpatrywaniu spraw związanych z kodeksami postępowania. Podchodzenie do kłopotliwych incydentów jako do zwyczajnych konfliktów pomiędzy dwiema stronami tworzy sztuczną równoważność między znoszeniem dyskryminacji a chwilowym dyskomfortem, jaki wywoła informacja o tym, że kogoś się skrzywdziło.

Wyobraź sobie teraz, że jesteś przywódczynią w danej społeczności. Pewien jej członek, Fred, przychodzi do ciebie z informacją, że Alicja właśnie go zwyzywała, czym jest obruszony. Odbywasz zatem rozmowę z Alicją. Okazuje się, że Fred nadepnął Alicji na stopę. Ta, zszokowana i obolała, wykrzyczała “Auć, Fred, co do chuja!?”.

Fred twierdzi, że to nie fair, a Alicia jest mu winna przeprosiny, ponieważ ten nadepnął na jej stopę niechcący, a mimo to kobieta sprawiła mu przykrość. Kodeks postępowania nakazuje “założenie dobrych intencji”, zatem Fred składa zażalenie/skargę, że Alicja tego nie zrobiła. Odmawia przeprosin, póki Alicia pierwsza nie przeprosi za wulgaryzm.

(Mogłxś sobie teraz pomyśleć, że taka hipotetyczna sytuacja jest absurdalna dla społeczności innych niż przedszkolne. Od pięciu lat konsultuję sprawy związane z bezpieczeństwem społecznym i zapewniam – ten przykład został znacznie ugrzeczniony).

Wróćmy do Alicji i Freda.

Alicia może mieć złamane kości stopy. Być może zniszczono jej jedyną parę eleganckich butów. Niemniej, sprawa przeprosin Freda poszła w niepamięć, ponieważ zajęto się rozważaniem wspomnianej “sztucznej równoważności”, według której Alicja użyciem nieprzyzwoitego słowa wyrządziła Fredowi taką samą szkodę, jaką on swym zaniedbaniem poczynił jej.

Bagatelizowanie odczuć ofiary

Zamartwianie się “zakładaniem dobrych zamiarów” w przypadku, gdy jedna ze stron wyrządziła szkody drugiej to koncentrowanie się na odczuciach sprawcy przy jednoczesnym oczekiwaniu, że ofiara zrobi to samo. 

Spójrz na sytuację zaistniałą między Fredem a Alicją. Czy jesteś w stanie powiedzieć obu stronom, że zawiniły w tym samym stopniu? Potrafisz wyobrazić sobie, że mówisz Alicji, że ma obowiązek przejmować się uczuciami Freda, podczas gdy ten nie okazuje żadnej skruchy?

Przykazanie “zakładania czyichś dobrych zamiarów” to dla ofiar sygnał, że winny uśmiechać się i okazywać uprzejmość swoim oprawcom, bez względu na wymiar wyrządzonych przez nich szkód – byle tylko nie poczuli się winni.

Tak powstaje podwójny standard. Alicja jest zobowiązana założyć, iż Fred miał wobec niej dobre intencje, nawet jeśli ten wtargnął w jej przestrzeń osobistą w sposób, w jaki nigdy nie odważyłby się zrobić tego innemu mężczyźnie.

Ale kiedy Alicja reaguje w szoku, gniewie i bólu, zasada “zakładania [czyichś] dobrych zamiarów” daje Fredowi możliwość przedstawienia tej sytuacji jako coś, co Alicja zrobiła jemu, zamiast jako zwyczajną, ludzką reakcję na krzywdę. 

Na straży reakcji ofiar

Zawarcie w regulaminie postępowania zasady “zakładania [czyichś] dobrych zamiarów” sygnalizuje ofiarom, że nie są bezpieczne w swoim otoczeniu, ponieważ jeśli sprzeciwią się wyrządzanej krzywdzie, zostaną pociągnięte do odpowiedzialności za działanie wbrew regułom.

W przypadku Freda i Alicji, Fred może schować się za zasadą “zakładania dobrych zamiarów” uznając, że jego intencje zwalniają go z odpowiedzialności za pokrzywdzenie Alicji. Jednocześnie może on zażądać, by ta poniosła konsekwencje za sprawienie mu przykrości. I będzie mógł to zrobić bez względu na sposób jej reakcji. Jeśli Fred poczułby się w jakikolwiek sposób obwiniony lub znieważony, nawet gdyby Alicja nie użyła wulgaryzmu mówiąc, aby się odsunął, ma on prawo oskarżyć ją o nieprzestrzeganie newralgicznej zasady.

“Zakładanie [czyichś] dobrych zamiarów” jest często wprowadzane do regulaminów jako próba wytworzenia kultury niewinności, jednak w rzeczywistości stawia kwestię winy na pierwszym planie. Skoro Fred nie chciał nikogo skrzywdzić, to zamiast bronić swojej niewinności, powinien być gotów ponieść odpowiedzialność za swój czyn. Powinien rozumieć, że jego priorytetem musi być uczynienie tego miejsca bezpiecznym i przyjaznym zarówno dla Alicji, jak i innych członków zmarginalizowanych grup.

Kwestionowanie percepcji ofiar

Osoby marginalizowane dobrze wiedzą, że powinno się zakładać dobre intencje w działaniach innych. Każdego dnia mówi się im – “histeryzujesz”, “przesadzasz”, “zwariowałxś” – tylko dlatego, że nie czują się dobrze, będąc traktowanymi źle. Mechanizm ten określa się mianem “gaslightingu” i jest on narzędziem manipulacji percepcją osób marginalizowanych tak, aby nie mogły sprzeciwić się złemu traktowaniu.

W książce “The Gift of Fear”, Gavin de Becker pisze o instynkcie i wykształcaniu się u kobiet “przeczucia” co do mężczyzn, którzy próbują je skrzywdzić. Główna teza książki to twierdzenie, że kobiety powinny nauczyć się takiej intuicji ufać, gdyż jest ona oparta na konkretnych obserwacjach niebezpiecznych zachowań. Jest ona formą rozpoznawania schematów, które kobiety wykształcają poprzez lata doświadczeń. U członków pozostałych marginalizowanych grup wykształca się podobny instynkt obrony przed opresją, często oparty na sygnałach na tyle drobnych, że nie są w stanie ich świadomie opisać. 

Przykazując swojej społeczności “zakładaj [czyjeś] dobre zamiary”, umacniasz pogląd, że osoby marginalizowane nie powinny ufać tym instynktom.

Jeśli Alicja jest zła na Freda, to nie przez mściwość czy irracjonalizm – Fred pokazał jej, że uważa swoje uczucia za ważniejsze od doświadczeń Alicji. Ponadto wymaga od niej bycia miłą i dbania o jego komfort nawet po tym, jak ją skrzywdził. I jest tak święcie przekonany o swej racji, że nie potraktuje jej ze zwyczajną ludzką przyzwoitością, póki ta na to nie “zasłuży”, przepraszając go jako pierwsza. Wysłał sygnał, że nie ma nic złego w skrzywdzeniu jej, jeśli nie jest uprzejma.

Fred jest niebezpieczny. Danie mu kredytu zaufania byłoby zupełnym absurdem, a zmuszanie  do tego Alicji uczyniłoby społeczność mniej pewną i inkluzywną.

Taki sam skutek miałoby wymaganie od osób marginalizowanych, aby “zakładały [czyjeś] dobre zamiary” w działaniach tych, którzy wyraźnie zademonstrowali, że wcale ich nie mają.

Kogo bronisz?

Często sięga się po pozytywne sformułowania, takie jak “załóż dobre zamiary” z obawy o wzbudzenie poczucia wstydu za niewinne błędy. Jednak na ogół społeczeństwo i tak jest skłonne do zakładania dobrych intencji w działaniach tych, którzy mają władzę lub są uprzywilejowani – nawet jeśli nie mówi się o tym głośno. Przy kształtowaniu kultury “zakładania dobrych zamiarów” warto zacząć od założenia ich u osób marginalizowanych.

Od założenia, że już nieraz próbowały być miłe. I że ich odczucia są ważne i uzasadnione. Od założenia, że po latach złych doświadczeń nauczyły się reagować w najbezpieczniejszy dla siebie sposób. I to bezpieczeństwo należy postawić znacznie wyżej niż chwilowy dyskomfort wiążący się z uświadomieniem sobie, że się kogoś skrzywdziło.

Dokumenty stanowiące kulturę, takie jak kodeks postępowania i wartości wspólnotowe, powinny być zaprojektowane tak, aby chronić osoby marginalizowane przed szkodliwym zachowaniem. Zapomnij o „zakładaniu dobrych zamiarów”. Zamiast tego stwórz kulturę, w której rozpoznaje się i odrzuca działania odczłowieczające osoby marginalizowane. Dobre zamiary demonstruje się poprzez traktowanie się ze wzajemnym szacunkiem.

Tekst zaadaptowany z oryginału autorstwa Annalee Flower Horne. Tłumaczenie: Zuzanna Antonowicz.