Kobiety, siła i rewolucja

Kathleen Neal Cleaver

Około dwóch tygodni przed tym, jak dołączyłam do SNCC (Student Nonviolent Coordinating Committee – Pokojowy Komitet Koordynacyjny Studentów),  “Black Power” stało się okrzykiem bojowym głośniejszym niż “Freedom Now”. My, młode kobiety i młodzi mężczyźni, którzy wstąpiliśmy na linię frontu w wojnie przeciwko segregacji [rasowej], walczyliśmy przeciwko pozostałościom spuścizny niewolnictwa. Obraliśmy sobie za cel wyeliminować prawne, społeczne, psychologiczne, ekonomiczne i polityczne ograniczenia, jakie po dziś dzień są nakładane na nasze prawa jako ludzi i obywateli. W takich nastrojach wyszliśmy także naprzeciw ograniczeniom nakładanym ze względu na płeć, mając świadomość, że nie jest to oderwany od reszty z powyższych problem.

W tamtej fazie nie rozwinęliśmy jeszcze wspólnego języka potrzebnego do dialogu w sprawie wyeliminowania dyskryminacji płciowej. Rasizm i bieda, napędzane przez krwiożerczych terrorystów wspieranych przez władzę państwową, były wówczas ogromnie przytłaczające, a widmo wojny w Wietnamie trzymało nas na straży zagrożenia. Sęk nie w tym, że dyskryminacja ze względu na płeć była niewidoczna. Przeciwnie – jaskrawie rzucała się w oczy poprzez kwestie najbardziej intymne: oddzielne toalety z oznaczeniami – „kobiety kolorowe”, albo „białe damy”. Była oczywista poprzez fakt, że zarówno mnóstwo szkół, jak i zawodów było dla kobiet niedostępnych. Jednak w pierwszej połowie lat 60. priorytetem nie było polepszenie naszej sytuacji jako kobiet, lecz wzmocnienie wspólnoty, której byłyśmy częścią i to, jak tym samym chronić nasze życia.

Bycie członkinią tego ruchu było dla mnie i wszystkich pozostałych okazją do zdobycia cennej wiedzy. To doświadczenie pomogło nam zrozumieć otaczający nas świat, znaleźć sposoby na wsparcie naszych braci i sióstr w ich działaniach, organizować się we wspólnocie i zmieniać świat, a także przeciwstawiać się terroryzmowi. Wszystko to, czego nauczyłam się w SNCC pchnęło mnie ku raczkującej Partii Czarnych Panter. Pracę w niej rozpoczęłam w 1967, trzy lub cztery tygodnie po tym jak Huey Newton został uwięziony pod zarzutem zabójstwa policjanta z Oakland w zarannej strzelaninie. Organizowałam demonstracje. Pisałam ulotki. Prowadziłam konferencje prasowe. Uczęszczałam na rozprawy sądowe. Projektowałam plakaty. Pojawiałam się w telewizji, przemawiałam na wiecach. Kandydowałam nawet do urzędu, aby móc politycznie zorganizować wspólnotę wokół programu Partii Czarnych Panter i zmobilizować do wsparcia sprawy uwolnienia Hueya Netwona.

Bywało, że podczas sesji pytań i odpowiedzi po wygłoszonym przemówieniu ktoś pytał: „Jaka jest rola kobiety w Partii Czarnych Panter?”. Nigdy nie lubiłam tego pytania. Odpowiadałam krótko: „Taka sama, jak mężczyzny”. Jesteśmy rewolucjonistami – tłumaczyłam. Nie było dla mnie jasne, dlaczego chciano myśleć o zadaniach kobiet i mężczyzn jako sprawach oddzielnych. Bardzo długo, bo aż 25 lat, zajęło mi zrozumienie, że to założenie stojące za motywacją tego pytania było dla mnie problematyczne. Bycie członkinią partii rewolucjonistycznej kłóciło się z obrazem kobiety, jaki społeczeństwo narzuciło pytającemu. Ta zawiła koncepcja nigdy nie wpadła mi do głowy, choć jestem pewna, iż była bardziej powszechna niż mogłam sądzić.

Obecnie pytania są znacznie bardziej wyszukane: „Jakie problemy związane z płcią występowały w Partii Czarnych Panter?”, “Czy Partia Czarnych Panter nie była bastionem seksizmu?” i tak dalej, i tak dalej. Ale nikt nie pyta o to, co nurtowało mnie: „Co mogę zrobić, aby dołączyć do rewolucyjnej walki?”. Odnoszę wrażenie, choć to tylko opinia, że pytanie o problemy związane z płcią zrodziło się przez fakt, iż odciąga ono uwagę od rewolucyjnej krytyki wypracowanej przez naszą partię, i ściąga światło  na niesnaski i konflikty społeczne wewnątrz organizacji. Jednak według mnie taka dyskusja znacznie blednie w porównaniu z rozmową na temat środków walki przeciwko opresyjnej dynamice i konfliktom społecznym, jakie wypracowaliśmy. Niewiele odpowiedzi na wspomniane wcześniej “pytania dotyczące płci” bierze pod uwagę to, czego doświadczyłam. Odpowiedzi, które przeczytałam lub usłyszałam, zdawały się odpowiadać na określony model akademickich badań, który pomija to, co uważam za najistotniejsze: jak wyzwolić opresjonowanych i ubogich ludzi, borykających się z rasizmem, militaryzmem, terroryzmem, i właśnie seksizmem? Poważnie: jak? To jest prawdziwe pytanie.

Ci z nas, których przyciągnęła Partia Czarnych Panter, byli po prostu kolejną powstańczą bandą młodych mężczyzn i kobiet, którzy odmówili tolerowania systemowej przemocy i nadużyć względem czarnych i ubogich, czarnych z klasy średniej i wszystkich innych. Byliśmy uwikłani w przemoc, nieudolną politykę mieszkaniową, bezrobocie, przegniłą edukację, niesprawiedliwość sądów równoczesne z bezpośrednimi atakami ze strony policji, a naszą odpowiedzią była samoobrona. Staliśmy się częścią szturmu przeciwko kapitalistycznej władzy.

W świecie rasistowskiej polaryzacji, my domagaliśmy się solidarności. Nawoływaliśmy o Czarną siłę dla Czarnych ludzi, Czerwoną siłę dla Czerwonych ludzi, Brązową siłę dla Brązowych ludzi, Żółtą dla Żółtych ludzi, i – jak mawiał Eldridge Cleaver – Białą siłę dla Białych ludzi – bo oni znali tylko siłę psiarni. Zorganizowaliśmy Rainbow Coalition, zjednoczyliśmy sojuszników, łącznie z, przeważnie białymi – Partią Pokoju i Wolności oraz Appalachian Young Patriots Party. Podważyliśmy nie tylko w teorii, ale i w praktyce, podstawy organizacji naszego świata. Jako kobiety i mężczyźni, pracując razem.

Kobiety pracujące w szeregach naszej organizacji nie miały szczególnie określonych ról płciowych. Niektóre pracowały w prasie, tak jak Shelley Bursey. Inne, jak Ericka Huggins, były świadkiniami morderstw na własnych mężach, a także same były aresztowane. Ja stworzyłam stanowisko sekretarza komunikacji, znajdowałam fotografów i dziennikarzy skłonnych nas publikować, kandydowałam na urząd z mandatu Partii Pokoju i Wolności, konkurując z Williem Brownem (obecnie burmistrzem San Francisco). W ramach kampanii opublikowaliśmy w piśmie „Czarna Pantera” plakat  przedstawiający go ze zszytymi ustami, skrępowanym ciałem i podpisem – „Stanowisko Willego Browna w związku z wojną w Wietnamie, więźniami politycznymi i rasizmem. Sam oceń.” Mieliśmy sporą fantazję w organizowaniu się politycznie. Matilaba [J.Tarika Lewis], jedna z pierwszych członkiń Partii Czarnych Panter, opublikowała rysunki w gazecie wraz z Emory Douglas. Connie Matthews, młoda Jamajka pracująca dla United Nations w Kopenhadze, poznała Bobby’ego Seale’a, kiedy przyjechał tam na wycieczkę,, dołączyła do Partii Czarnych Panter i stała się jej Koordynatorką Międzynarodową. Assata Shakur, która dołączyła do nowojorskiej filii Partii Czarnych Panter,  została skazana za zabójstwo policjanta stanowego po strzelaninie na New Jersey Turnpike, w której została raniona, a inny członek Partii, Zayd Shakur – zamordowany.

W rzeczywistości, zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Bobby’ego Seale’a w 1969, dwie trzecie składu Partii Czarnych Panter stanowiły kobiety. Jestem pewna, że zastanawiasz się, dlaczego to nie taki obraz Partii Czarnych Panter masz przed oczyma? Cóż, pomyśl, skąd wziął się właśnie taki obraz? Z artykułów prasowych podkładanych prasie przez FBI? Z porannych wiadomości, w których prezenterzy ogłaszali to, co uznali za stosowne, czyli: ilu członków Partii zostało aresztowanych lub zabitych? Ile fotografii kobiet Partii widziałaś? Pomyśl, ile kobiet było wśród fotografów, redaktorów, prezenterów takich wiadomości, producentów telewizyjnych? A ile kobiet było wśród wydawców książek, magazynów, czasopism? Kto podejmował decyzje o tym, jakie informacje pójdą w obieg? A kiedy już ją podjął – kogo decydował się przedstawić? Czy to możliwe – i to tylko pytanie – czy to możliwe, że realia działalności Partii Czarnych Panter były znacznie mniej chwytliwe dla mediów i nie dostarczały powodów, aby usprawiedliwić politykę zniszczenia, jaką prowadziły wobec Partii agencje wywiadowcze i policja? Czy to możliwe, że obrazy i historie Partii, jakie widziałxś lub słyszałxś, miały służyć czemuś innemu niż przekazaniu, co naprawdę się wydarzyło? 

Powielanie schematów bynajmniej nie było charakterystyczną cechą Czarnych Panter. To właśnie do cna mizoginiczny i autorytarny świat popychał nas do walki przeciwko takim postawom. Gdy kobiety cierpiały ból wrogości, przemocy, odrzucenia i napaści, nie wyrastało to z polityki czy struktury Partii Czarnych Panter, nie było czymś nieobecnym w świecie – było to odzwierciedleniem tego, co się na nim działo. Różnica wynikająca z przynależności do Partii Czarnych Panter polegała na tym, że stawiała kobietę w pozycji pozwalającej na sprzeciw, gdy takie sytuacje miały miejsce. W pamięci na zawsze zapadła mi pewna minirozprawa, jaka odbyła się na jednym z naszych spotkań. Pewien członek Panter został oskarżony o gwałt na młodszej członkini, która przyjechała z wizytą ze skrzydła Partii z Los Angeles, i z miejsca przegłosowano wyrzucenie go z organizacji. Natychmiast. W 1970 Partia Czarnych Panter zajęła oficjalnie pozycję wyzwolenia kobiet. Czy Kongres Stanów Zjednoczonych kiwnął palcem w tej kwestii? Czy Kongres pozwolił na ustanowienie Equal Rights Amendment* częścią konstytucji? Czy policja w Oakland wydała oświadczenie dotyczące dyskryminacji ze względu na płeć? Właśnie w takim kontekście powinno się rozpatrywać relacje płci – termin, którego wtedy nie znaliśmy – w Partii Czarnych Panter.

Uważam za istotne przedstawianie kobiet walczących z opresją jako Czarne Pantery wewnątrz dłuższej tradycji wojowniczek o wolność, takich jak Sojourner Truth, Harriet Tubman, Ida Wells-Barnett, które stanęły naprzeciw całemu światu, żądając szacunku dla swojej rasy, płci i dla swego człowieczeństwa naraz. Nie wyodrębnionych, oddzielnych od siebie, lecz wszystkich jednocześnie. Nie da się wyekstrahować jednego z aspektów rzeczywistości i oczekiwać wiarygodnego obrazu walki, jaka się w niej odbywa. Zdarza się, że ci, którzy wznoszą larum wokół problemów związanych z płcią odpowiadają jedynie stronniczemu portretowi Czarnych Panter jako jakiejś ekskluzywnie męskiej grupie macho-rewolucjonistów. Ale warto zastanowić się, skąd bierze się ten obraz, nim przeskoczy się do wniosku, że należy prześledzić dynamikę problematyki płci w Partii Czarnych Panter. Nie krytykuję zamysłu, krytykuję obrane do niego podejście.

Czarne kobiety fenomenalnie podźwignęły tę wspólnotę. Historycznie rzecz biorąc, nie od zawsze żyłyśmy w izolacji patriarchalnego świata, lecz zostałyśmy wrzucone w tę brutalną równość wyrosłą z niewolnictwa. Nasze przodkinie wiedziały, że będziemy musiały same stawić czoła światu, więc starały się nas na to przygotować. Myślę, że należy dokładniej zbadać i wyjaśnić potężny wkład kobiet w opór wobec niewolnictwa, segregacji, w opór przeciwko rasizmowi. Umieszczenie udziału kobiet Partii Czarnych Panter w tym kontekście podkreśla długą tradycję walki kobiet.

Tekst zaadaptowany z oryginału autorstwa Kathleen Neal Cleaver. Tłumaczenie: Zuzanna Antonowicz.