Współzależność

Mia Mingus

Bycie osobą z niepełnosprawnością nauczyło mnie wiele o niebezpiecznym i uprzywilejowanym “micie niezależności” oraz umożliwiło zrozumienie siły współzależności. Mit niezależności mówi oczywiście o tym, że jakimś cudem jesteśmy i powinniśmy być w stanie robić wszystko samodzielnie i bez czyjejkolwiek pomocy. Przeświadczenie o niezależności wymaga wysokiego poziomu uprzywilejowania; jednak nawet wśród tych najbardziej uprzywilejowanych jednostek, pełna niezależność to mit. Tak zwana „niezależność” zawsze odbywa się kosztem czyjejś opresji i wyzysku.

Przyswajamy i wyznajemy ableistyczne przekonania, że ludzie powinni być “niezależni” – że nikt nigdy nie chciałby potrzebować pielęgniarki, lub nie być zdolnym prowadzić, lub nie widzieć czy słyszeć. Wierzymy, że powinniśmy być zdolni robić wszystko samodzielnie i naciskamy na prawo i na siebie samych, by zapewnić nam tę możliwość. Wierzymy w ableistyczne heteronormatywne idee o tym, że rodziny powinny funkcjonować jako niezależne, odizolowane jednostki. Że powinniśmy się skupić tylko na NASZEJ rodzinie i upewnić się, że to NASZA rodzina jest nakarmiona, ubrana i zadbana; że to NASZA rodzina odziedziczy NASZ majątek; że rodziny nie powinny być zależne od państwa ani nikogo innego; ostatecznie, że powinny być “pełnosprawne”. Wierzymy w ableistyczny, heteronormatywny, rasistowski, klasistowski mit, że małżeństwo, “niezależność” usankcjonowana przez państwo, jest tym, czego potrzebujemy, ponieważ pozwala nam być bardziej “niezależnymi” – to znaczy, bardziej “równymi” tym, którzy zachowują się tak, jakby byli niezależni. Że w jakiś sposób czyni nas bardziej “pełnymi/sprawnymi”.

Dla jasności, nie pociąga mnie niezależność, o którą walczy wiele ruchów praw osób z niepełnosprawnościami. Nie walczę o niezależność. Pragnę społeczności i ruchów, które są kolektywnie współzależne. 

Jako osoba z niepełnosprawnością, jestem zależna od innych ludzi, by przetrwać w ableistycznym społeczeństwie. Jestem współzależna, by zmienić i squeerować ableizm w coś, co może być uformowane i dodane do listy wielu narzędzi, których będziemy potrzebować, by zmienić świat. Bycie fizycznie niepełnosprawną i posiadanie potrzeb w zakresie mobilności, które społeczeństwo postrzega jako “specjalne”, oznacza, że często potrzebuję pomocy w niesieniu rzeczy, pchaniu mojego wózka, parkowaniu samochodu, albo podania mi ręki, na której mogę podeprzeć się, gdy idę. Oznacza to, że duża część moich możliwości dostępu zależy od osoby, z którą przebywam i mojej relacji z nią. Ponieważ większość dostępności jest tworzona poprzez relacje, wiele osób z niepełnosprawnością musi nauczyć się żywej sztuki podtrzymywania więzi, by utrzymać swój poziom możliwości dostępu. Jest to wyczerpujące zadanie i coś, co musimy opanować i realizować bezbłędnie. Na tej samej zasadzie każde z nas musiało nauczyć się nawigacji i przetrwania w systemach białej supremacji, heteroseksizmu, naszych rodzin, wyzysku ekonomicznego, przemocy i traumy. Jest to również jedno z głównych uwarunkowań, które czynią osoby z niepełnosprawnością szczególnie narażone na przemoc seksualną i przemoc w ogóle.

Jako dziecko szybko nauczyłam się, w jaki sposób zwykle działa dostępność. Nauczyłam się, jak jednocześnie podtrzymywać liczne relacje i doceniać je wszystkie. Nauczyłam się, jak szybko budować i pogłębiać relacje, tworzyć więzi z nieznajomymi w przeciągu paru minut, by być w stanie poprosić ich o pomoc. Zrozumiałam wagę posiadania wielu różnych rodzajów relacji z ludźmi dla mojego własnego przetrwania.

Nie jest przypadkiem, że to anty-ableistyczne rozumienie wspólnoty zbiega się z jej rozumieniem przez społeczność queerową i anty-heteronormatywną. Z poglądem, że możemy zrozumieć bogactwo i zróżnicowanie wielu różnych typów relacji naraz, zamiast opierać je na wąsko zdefiniowanych pojęciach biologii i legalnych związkach małżeńskich. Że nie musimy polegać na państwie, by określić naszą rodzinę, rodziców, dzieci i kochanków. Że możemy sami definiować, jak wyglądają miłość i pożądanie i, w rzeczy samej, że aktualnie dominujące modele relacji i miłości zostały stworzone przez te same warunki i systemy, przeciwko którym walczymy.

Współzależność to nie tylko ja “zależna od ciebie”. To nie ty, łaskawy prześladowca, decydujący się mi “pomóc”. To nie tylko ja winna wdzięczność za cokolwiek, co mogę dostać. (i możemy myśleć o tym, w jaki sposób odnosi się to do świadczenia usług, w jaki sposób odnosi się do politycznego organizowania się, prawda?)

Współzależność to zarówno “ty i ja” oraz “my”. To solidarność, w najlepszym tego słowa znaczeniu. To powtarzanie pojęcia wspólnoty bez przerwy i na okrągło. To prawdziwy, wspólny krok ku wyzwoleniu ze świata opresji. To sprzeciw wobec polityki wkraczającej w nasze życie osobiste. To zrozumienie, że żadna organizacja, żaden student ani żadna grupa wspólnotowa nie staje się ruchem społecznym w pojedynkę. To działanie we współpracy i współsojusznictwie.

Ponieważ prawda jest taka: potrzebujemy siebie nawzajem. Potrzebujemy siebie nawzajem. I za każdym razem, gdy odwracamy się od siebie nawzajem, odwracamy się od nas samych. To fakt. Nie chodźmy w kółko – z odwagą kroczmy przez sam środek.

Tekst zaadaptowany z oryginału opublikowanego przez Mię Mingus. Tłumaczenie: Lisa Suh.